28 maj Czym właściwie jest piżmo?
Jest jednym z filarów perfumiarstwa. Piżmo spotkać można w większości kompozycji dostępnych na rynku i najczęściej pojawia się ono w bazie zapachu.
Jest elementem przedłużającym trwałość, zazwyczaj towarzyszy składnikom mocnym i zdecydowanym, takim jak: paczula, drzewa, skóry i tym podobne. Utrzymuje je w ryzach i zaciera granice pomiędzy pojedynczymi nutami, tworząc płynne przejścia między nimi. Współczesne piżmo jest syntetycznym odpowiednikem naturalnego składnika, bardzo czyste, kremowe, lekko pudrowe, daje efekt świeżego powietrza czy też dopiero co zebranego prania. Wynika to z faktu, iż od dekad piżma używa się do perfumowania mydeł oraz detergentów, a nasz nos szybko wyłapuje powiązanie, łącząc zapach ze skojarzeniem.

Prawdziwe piżmo jest składnikiem odzwierzęcym. Pochodzi z piżmowca, zwierzęcia przypominającego naszą rodzimą sarnę, tylko z kłami. Występuje na terenie Himalajów, w lasach, tuż poniżej linii śniegu. Pozyskiwany z niego składnik jest wydzieliną produkowaną przez gruczoły męskich przedstawicieli gatunku, która służy im do znaczenia terytorium. Od wieków w wierzeniach Chińskich uważane było za substancję chroniącą przed wszelkimi chorobami. Atrakcyjność zapachu była najwyraźniej tak samo kusząca jak magiczne zastosowania. Piżmo wraz z paczulą były jednymi z najbardziej podstawowych i popularnych substancji zapachowych na terenie Chin1. Perfumowano nim zarówno ciało jak i pomieszczenia czy przedmioty. Gdy rozpoczęto pracę nad stworzeniem perfum w postaci takiej jaką znamy po dzień dzisiejszy — mieszanka oleju i alkoholu — zauważono potrzebę wykorzystania swoistego utrwalacza, substancji, która doda nową warstwę, znacznie trwalszą niż roślinne aromaty, tłustszą, gęstszą i lepiej trzymającą się skóry. Piżmo nadawało się do tej roli doskonale: ma większe cząsteczki — molekuły — co również wpływa pozytywnie na jego utrzymywanie się na powierzchni skóry. Proces pozyskania jest jednak najbardziej problematyczny.
Wydobycie wydzieliny wymaga niestety zabicia zwierzęcia i jak w wielu innych przypadkach zdrowy rozsądek szybko zastąpiony został wizją zarobku, a polowania na piżmowce przybrały charakter masowy. Skutkiem był znaczny i niebezpieczny spadek populacji. Doprowadziło to do ogłoszenia w 1979 roku całkowitego zakazu pozyskiwania naturalnego piżma, a gatunek został objęty ochroną jako zagrożony wyginięciem. Rozpoczęły się też wtedy pierwsze próby stworzenia jego syntetycznych odpowiedników.
Piżmo w naturalnej formie jest bardzo zwierzęce (innymi słowy: „śmierdzące”). Daje wrażenie czegoś gęstego, tłustego i jednocześnie ciepłego, cielesnego. Jest też lekko potliwe. Gdybym miał je do czegoś porównać, umieściłbym je gdzieś pomiędzy woskiem pszczelim a cywetą dostępnymi w naszej ofercie. Współczesne wersje są raczej ideą piżma niż jego wiernym odwzorowaniem. Na rynku dostępnych jest wiele wariacji tego niedostępnego klasyka. W naszej perfumerii mamy ich do wyboru kilka i wciąż poszukujemy nowych. Oto kilka z nich:
Ambrette Seeds
Zwane roślinnym odpowiednikiem piżma. Pochodzi z rośliny, piżmianu właściwego, a dokładnie z jego nasion. W profilu cechuje się ogromem kremowości i lekkości, jednak w wydaniu znacznie bardziej drzewnym. Odnajduję w nim również rodzaj łupinowości, jak to w nasionach, tworzącej błonę dookoła tej nuty.
Cetalox
Molekuła będąca bardziej nowoczesnym podejściem do piżma. Delikatniejszy niż Ambroxan (jego poprzednik), jeszcze bardziej miękki, ale tym samym mniej słodki i pudrowy. Jak na molekułę przystało, tworzy raczej przyjemny welon, uwalniający się delikatnie ze skóry, niżeli efekt tak zwanego „ogona” — zapachu intensywnego, zostającego w powietrzu na wiele godzin.
Helvetolide
Helvetolide to nowość na naszych półkach. Podobnie jak Cetalox jest molekułą. Ma w sobie więcej łagodności oraz jeszcze mniej słodyczy i pudru. Za to odkrywa zaskakująco dużo kwiatowości: niuanse jaśminu, konwalii, oraz aspekty owocowe: gruszki, zielonego jabłka. Jest to składnik wypełniający duszę kompozycji, a właściwie wedle moich testów, aktywuje się on w sercu zapachu i zostaje w nim prawie do końca. Jednak w bardzo delikatnej formie przyjemnej mgiełki.
1The Book of Perfumes, Rimmel (1865)
Tekst: Bartosz Stańczuk